Blog > Komentarze do wpisu

Matka jest tylko jedna, zupełnie tak samo jak Janda

Tak się przypadkowo złożyło, że znowu będę pisał o sztuce, która schodzi z afiszu, i na dodatek znowu jest to sztuka wystawiana w Och Teatrze. Już taki ze mnie prosty i przewidywalny człowiek. Na "Wassa Żeleznowa" wybrałem się niejako przypadkiem, ale nie żałuje. Och jest zajebisty, Janda jest zajebista i co mi tam - Gorki też jest zajebisty!

"Wassa Żeleznowa" jest dla Ochu sztuką baaardzo ważną, ponieważ był to spektakl premierowy, wystawiany na otwarcie. I dostało się Jandzie i Seweryn za ten wybór. Wybitni krytycy się zastanawiali co matka z córką chciały powiedzieć wybierając sztukę starego komucha. Co prawda spektakl został odpolityczniony, ale nadal pozostaje przecież antyburżuazyjna wymowa. A poza tym to samo odpolitycznienie sztuki jest głupie, bo scenariusz przestaje mieć sens i motywacje niektórych postaci są niejasne. I w ogóle sztuka jakaś taka nie dopracowana, a scena stojąca na środku to może i ciekawy pomysł, ale i tak go skrytykujemy...

Do mnie te argumenty nie trafiają. Czemu akurat ta sztuka? Może dlatego, że rola Wassy jest wręcz stworzona dla Jandy. Silna kobieta, matka, która w garści trzyma całą rodzinę oraz firmę. Jest oschła i może wydawać się bezduszna, ale wszystko robi dla swoich dzieci. Nie okazuje im uczuć, ale stara się zapewnić im przyszłość. Jest silną kobietą w świecie zdominowanym przez mężczyzn - zupełnie jak Janda. Z resztą ja Pani Krystynie jestem w stanie wybaczyć drobne niedociągnięcia, mam do Pani Krystyny słabość. Założyła Pani dwa najzajebistsze w tej chwili teatry w Warszawie, na które stać przeciętnego człowieka.

Moje pierwsze wrażenie po spektaklu: ta sztuka była perfekcyjna. Może nie nowatorska, ani nie przełomowa, ale dopracowana w najmniejszych elementach. Scenografia i muzyka wprowadzają lekko ponury staroświecki nastrój. Większość aktorów gra oszczędnie - dawkując natężenie emocjonalne. Sprawdza się to znakomicie. Trela wchodzi na scenę dosłownie na chwileczkę, i momentalnie zostaje panem spektaklu. Takiej błyskotliwości w rolach epizodycznych można się spodziewać jedynie po mistrzach w swoim fachu. Jedyne do czego można mieć lekkie pretensje to sama Janda. Jej Wassa jest spokojna i aż nazbyt opanowana. Można mieć wrażenie, że Janda przechodzi obok roli aż do momentu, kiedy Wassa wyśmiewa się z nowej służącej - wtedy wychodzi warsztat Jandy i okazuje się, że jej Wassa jest idealnie dopracowana.

A co z przesłaniem i polityką zawartą w dziele Gorkiego? Chrzanić politykę. Polityka została ze sztuki wycięta. Och proponuje nam opowieść o problemach rodziny, usytuowaną w rosyjskich realiach. Wymowa społeczna zamienia się na bardziej prywatną. Mamy kobietę otoczoną utracjuszami i warchołami. Kobietę, która stara się zapewnić przyszłość dzieciom, dzieciom, które nie spełniają jej wymagań. Dzieciom, którym matka nie poświęciła nigdy odpowiedniej uwagi, nie okazała miłości. Wersja Jandy jest bardziej współczesna. Krytycy zarzucają spektaklowi archaiczność. A moim zdaniem jest odwrotnie. Tylko trzeba zauważyć coś więcej  niż tylko stroje i meble z epoki.

piątek, 24 lutego 2012, gumpiarz99

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
peckinpah
2012/02/28 10:56:54
Od czasów szkolnych nie byłem w teatrze, ale czasem zdarza mi się oglądać Teatr TV w poniedziałkowe wieczory w jedynce. Na przykład wczoraj był spektakl na żywo pod zabawnym, lecz intrygującym tytułem "Skarpetki opus 124". Sztuka nawet niezła, zabawna, z genialnymi rolami Piotra Fronczewskiego i Wojciecha Pszoniaka. Czasem miałem wrażenie, że spektakl jest za długi, bo zdarzało mi się ziewać podczas drugiego aktu, ale ogólnie to był dobrze spędzony czas przed telewizorem.